Daniel "Lelek" Dawidowicz
Słup hańby
Oława jak każde miasto, którego korzenie sięgają średniowiecza ma zabytki związane ze
sprawiedliwością i jej egzekwowaniem. Do naszych czasów nie dochowało się więzienie usytuowane gdzieś nie opodal
bramy Brzeskiej, gdzie zapewne moglibyśmy znaleźć ślady działalności sądowych oprawców, ale w samym centrum miasta
znajduje się ważny element mieszczańskiego sądownictwa.
Nieopodal oławskiego ratusza, znaleźć można "pomnik" historii wymiaru sprawiedliwości naszego miasta. Pręgierz, bo
to na niego pragnę zwrócić uwagę czytelnika, jest również swego rodzaju świadkiem upływającego czasu i obyczajów.
Wielka to szkoda iż to dzieło rąk ludzkich samo nie może opowiedzieć nam swojej historii, jednak coś niecoś możemy
o nim opowiedzieć.
Pręgierze powstawały wszędzie tam gdzie zachodziła taka potrzeba i gdzie sięgało prawo, czy to księcia, burmistrza
czy wójta. Spotykane były zarówno w zamkach jak i w dobrach kościelnych. Różniły się kształtami, od tych prostych
drewnianych słupów, poprzez kamienne murowane aż do prawdziwych dzieł sztuki wykonywanych w piaskowcu, jak ma to
miejsce we Wrocławiu. Te elementy wystroju miejskiego nie były lubiane, rzekłbym iż raczej były znienawidzone,
więc nie można dziwić że były często niszczone w czasie zamieszek miejskich. Jako że drewniane słupy bywały
nietrwałe, by wzmocnić autorytet władzy oraz zapewne z powodu większej trwałości wykonywano pręgierze z kamienia,
a na niektórych nawet znajdują się okazałe zwieńczenia. Wrocławski pręgierz, który uległ zniszczeniu w czasie
ostatniej wojny, zrekonstruowano w ostatnich latach a kilka miesięcy temu zwieńczono maleńką figurką oprawcy ? kata.
Na tym tle nasz miejski pręgierz nie wypada wcale szaro, co więcej mamy zabytek stojący w hierarchii wyżej od
wspomnianego wrocławskiego, nasz jest bowiem oryginalny o czym możemy przekonać się przyglądając mu się bliżej,
gdzie nawet niewprawne oko znajdzie ślady po dawnych okowach, do których przywiązywano skazańców. Zwieńczenie w
postaci kuli jest jedynym jakie do tej pory miałem okazję oglądać Trudno powiedzieć gdzie było jego pierwotne
miejsce, przenoszony był przynajmniej dwukrotnie ale wydaje się, że rynek miejski jest miejscem, z którego ta
wędrówka się rozpoczęła.
Uwiązani do pręgierza ludzie, wystawieni na widok publiczny, mogli być w dowolny sposób znieważani przez wszystkich.
Co prawda nie wolno ich było zabić, ale często zdarzało się inaczej. Zależnie od sympatii do skazanego i tłum
potrafił zlinczować skazanego lub go uwolnić. Do uprawnień sędziego miejskiego należało między innymi skazywanie
ludzi na karę publicznej chłosty, którą wykonywano na pręgierzu. Nie była to kara lekka choć zapiski sądowe pod
taką właśnie nazwą ją zapisują. Wymierzana wprawną ręką oprawcy, który miał za zadanie skazanego utrzymać przy
życiu i przy świadomości i dostarczyć zgromadzonemu tłumowi rozrywki. Tak bowiem prawo nakazywało by przestępca
świadomy był odbywania kary. Jednak najczęściej pręgierze wykorzystywano jako środek prewencyjny uzupełniony przez
dyby lub kajdany. Hańbą okrywała się osoba, która została unieruchomiona na słupie. Czas jaki osoba miała spędzić
w ten sposób wyznaczało prawo i sędzia, który mógł podwyższyć lub obniżyć długość trwania kary.
Zdarzały się sytuacje gdzie kłócących się w miejscu publicznym wspólnie odbywali karę trwającą przeważnie do
zachodu słońca. Powszechnie też wystawiano przy pręgierzu skazanych za przestępstwa seksualne, głownie za gwałty
i sodomię, najczęściej właśnie wtedy tłum pokazywał czynnie niechęć do tego typu zachowań, obrzucając kamieniami
i nieczystościami przestępcę. W annałach historii znany jest przypadek kiedy to w Londynie niejaki pan Charles
Hichen tak bardzo bał się kary spędzenia godziny ma pręgierzu iż na tę okoliczność założył zbroję. Jak później
się okazało niewiele mu ona pomogła a przed śmiercią z ręki ludu obroniła go straż miejska i to naprawdę w
ostatniej chwili. Takie przypadki zdarzały w całej Europie zapewne też miały miejsce i w Niemczech, chociaż
wydaje się że Oława należała do tych spokojniejszych, bardziej prowincjonalnych okolic.
Jak wykazują zapiski sądowe miasta Wrocławia z okresu średniowiecza kara chłosty była jedną z najczęściej
wykonywanych kar lekkich, do których zaliczyć można także zamknięcie w dyby, w klatce umieszczonej na rynku
czy wszelkiego rodzaju kajdany, w których skazany musiał chodzić. Często zdarzało się, że blizny po bacie
nie były jedyną pamiątką jaką pozostawiono na ciele skazanego, oprawca bowiem na rozkaz sędziego piętnował
taką osobę.
Czasami można było się od kary wykupić, bądź za obietnicą poprawy odstępowano od chłosty czy stania pod
pręgierzem. Recydywa była jednak bardzo surowo karana i na drugą szansę człowiek taki liczyć już nie mógł.
Pręgierz obecny był wiec w świadomości mieszkańców miasta, w tym i Oławy, jako jedno z najważniejszych
miejsc gdzie prawo eksponowało swoje ramię. Dzisiaj wiemy, że prawo to było w wielu przypadkach złe i wiele
osób poniosło nie zasłużoną śmierć w jego imię. Może więc powinniśmy się dzisiaj cieszyć, że nie mieszkamy w
czasach gdzie sąsiedzka kłótnia kończy się batami na środku miasta lub klatką gdzie wszyscy mogliby nas
obrzucać bezkarnie błotem.
artykuł ukazał się 28 listopada 2002 roku w "Obserwatorze" (nr 46(100))


|