Daniel "Lelek" Dawidowicz
O Świętym Patryku i nie tylko
Miesiąc marzec jest dla sporej ilości ludzi bardzo ważny. Część ma w tym miesiącu imieniny, cześć urodziny, jednak
zaryzykowałbym stwierdzenie, że najwięcej ludzi czeka na 17 marca, kiedy to przypada Dzień Świętego Patryka.
Wszyscy, którzy coś niecoś słyszeli o tym świętym i mieli niewielki choćby kontakt z kulturą wysp brytyjskich wiedzą
jak ważna jest to postać w historii tego kawałka świata. Mimo iż jest to dzień śmierci patrona Irlandii, to święto
to jest radosne i związane ze zbliżającą się wiosną, zaś sam Patryk nie przepadał za ponurakami.
Jest postacią, autentyczną, choć przez wiele lat wokół niego narosło wiele legend. Naprawdę nazywał się, Magonus
Sucatus (Maewyn Succat) i urodził się w rodzinnie zromanizowanych szkockich Brytów około roku 385. Dziadek przyszłego
świętego, Potius był kapłanem (było to w czasach, gdy w kościele nie obowiązywał jeszcze celibat), zaś ojciec
Calpurnius był diakonem i niższym urzędnikiem rzymskim. Będąc młodym człowiekiem, mającym lat 16 został porwany
przez piratów i wywieziony do Irlandii jako niewolnik. Sprzedano go władcy północnej części wyspy, Miliuccowi, u
którego przez 6 lat pasał bydło. W tym czasie kształtowała się wiara Patryka, wystawiony na chłody, niedożywiony
był często przerażony i zawsze samotny. Jak wieść niesie pewnego razu ujrzał we śnie anioła, który powiedział mu,
że wkrótce wróci do domu a kilka dni później ten sam anioł wskazał mu okręt, na którym miał popłynąć.
Patryk wiec zbiegł od swego właściciela i ruszył w stronę morza gdzie jak się okazało czeka na niego statek. Drogę
do Galii spędził pod pokładem zaś jego towarzyszami były wygłodniałe irlandzkie wilki, które sprowadzano na kontynent
jako psy obronne. Do domu rodzinnego wrócił Patryk dopiero wiele lat po opisanych wydarzeniach, chciał zostać
księdzem i pobierał naukę w klasztorach rozsianych po całej dzisiejszej Francji. To tam na święceniach otrzymał
imię "Patercius", co było przepowiednią jego przyszłego losu; imię to oznaczało bowiem "ojca narodu". Pewnego
dnia ukazał mu się we śnie Irlandczyk błagający go o powrót do Irlandii, uznał, więc ten sen za Boży nakaz i
około roku 435 znów postawił swoją stopę na wyspie. Był już wtedy biskupem, i rozpoczął żmudny proces nawracania
wyspiarzy na chrześcijaństwo.
Wielu było mu niechętnych, zwłaszcza druidowie, którzy poczuli się zagrożeni, Patryk zaś czyniący cuda takie jak
wypędzenie węży z całej wyspy i wykupujący niewolników był coraz bardziej popularny wśród ludzi. Irlandia została
nawrócona słowem, nie mieczem i wielka w tym zasługa właśnie tego świętego. Założył mnóstwo kościołów i klasztorów,
z których w wiekach średnich wywodziły się najbardziej światłe umysły epoki. Patryk zmarł w roku 461, jednak
tradycyjna uznaje datę 17 marca 493 roku.
Chrześcijaństwo irlandzkie, zwane także celtyckim ma wiele cech niespotykanych gdzie indziej. Jest przepojone
miłością, do ludzi i do całej przyrody. Św. Patryk by wytłumaczyć ludziom, na czym polega natura świętej Trójcy,
porównał ją do trójlistnej koniczyny ? shamrock stał się symbolem Irlandczyków. Mnisi irlandzcy z klasztorów
zakładanych rękami biskupa Patryka jeździli po całym świecie, byli też obecni na terenach dzisiejszego Śląska.
Wiadomo, że byli w X wieku z misją nawracania we Wrocławiu, Lubinie i Oleśnicy, niewykluczone, że mogli być i w
Oławie. Ślady takich misji odnajdujemy także w polskiej legendzie o Piaście, prawdopodobnie apostołowie, którzy
przybyli na postrzyżyny jego syna pochodzili właśnie z Irlandii. Mało znanym szczegółem jest fakt iż za sprawą
misjonarzy pochodzących z zielonej wyspy, którzy schrystianizowali Nigerię, Św. Patryk stał się też patronem tego
kraju.
Tak bawić się można tego dnia zarówno przy muzyce irlandzkiej, celtyckiej, ale i równie dobrze mogą tego dnia
rozbrzmiewać afrykańskie bongosy.
Patryk jest do dzisiejszego dnia dla wielu, wielu ludzi ważną postacią. Jego nauki przyjmują zarówno chrześcijanie
jak i ludzie którzy deklarują się jak wyznawcy odradzającego się kultu druidów.
W ten jeden marcowy dzień, wszyscy, którzy mają, choć odrobinę krwi irlandzkiej, którzy kochają tę wyspę i kulturę
na niej powstałą spotykają się w pubach na całym świecie, racząc się tego dnia kufelkiem ciemnego irlandzkiego piwa,
lub zielonego. Kolor zielony jest, bowiem tego dnia obowiązujący i na paradach przewijających się czy to przez
Dublin, czy Nowy Jork wszystko jest przystrojone w ten wiosenny kolor. Kultura irlandzka od kilkunastu lat
przeżywa ogromny renesans. Muzyka, taniec, wzornictwo wszystko to przewija się przez prawie wszystkie kraje w
Europie. Nie ominęło też Polski. Zespoły takie jak "Open Folk", "Shannon" czy "Carrantuohill" którego mieliśmy
okazje gościć w Oławie, pełnymi garściami czerpią z Irlandzkich motywów, czasem dodając nieco polskiej nuty.
Wszędzie też obecne są celtyckie tańce, pochodzące z Irlandii, Szkocji i północnej Francji ? czyli Bretanii.
Powstają nowe grupy prezentujące zarówno tradycyjne jak i nowoczesne tańce. Grupa "SLAINTE", (co po irlandzku
znaczy "na zdrowie" a wymawia się mniej więcej tak: slon-ńsia) prezentuje układy taneczne współczesne, jednak
znają i starsze tańce z wieku XVII ? XVIII, które niegdyś ludowe bawiły również możnych i przez nich były opisywane.
W zespole przeważa płeć piękna, a wiadomo że kobieta w tańcu to najpiękniejszy widok na świecie.
Myślę więc że Św. Patryk nie pogniewa się jeśli 17 marca wzniesiemy kufelek piwa za jego zdrowie, za Irlandię
i Celtów i z tradycyjnym ich toastem "slainte" posłuchany muzyki. A jeśli gdzieś będzie możliwość pobawić się
wśród irlandzkich rytmów, korzystajmy z tego. Do czego bardzo gorąco namawiam.
Slainte
artykuł ukazał się w marcu 2003 roku w "Obserwatorze Oławskim" (nr 2/18)


|