Daniel "Lelek" Dawidowicz
Ordalia - Iudica Dei
Gdy przyjrzymy się bliżej średniowiecznym wyrokom sądowym, zobaczymy iż wiele z nich zostało wydanych na podstawie
nielogicznych przesłanek. Tak się bowiem często zdarzało że kiedy sędziemu lub rozjemcy brakowało dowodów lub
świadków obie strony poddawał próbie. Próby te zwane ordaliami lub sądami Bożymi miały na celu udowodnienie
słuszności roszczeń jednej ze stron sporu. Były to bardzo stare metody postępowania, znane na długo przed pojawieniem
się chrześcijaństwa na świecie. Brały się z tego iż uważano że Bóg zawsze obroni niewinnego niezależnie od tego
jakim próbom poddany zostanie. Jednak w Europie próby przeżywały swój największy rozkwit w czasie setek lat
polowania na czarownice, w których pierwsze skrzypce grała Inkwizycja.
Prób było bez liku, w zasadzie sędzia mógł wymyślać nieznane wcześniej sposoby dowodzenia winy - i często to czynił.
Jednak od czasu pojawienia się podręcznika dla inkwizytorów pt. "Młot na czarownice" co miało miejsce w wieku XVI,
ordalia zostały ujednolicone. Do najczęściej stosowanych zaliczyć można: próby wody i ognia, bardzo chętnie
stosowane przeciw wiedźmom; próby wagi i znamienia, krzyża, zwłok a nawet próbą wiarygodną mogło być losowanie.
Do jednych z najczęściej stosowanych prób zaliczały się również pojedynki rycerskie, takie jaki miał miejsce w
"Krzyżakach" H. Sienkiewicza. W czasie pojedynków duchowni oraz osoby wysoko urodzone mogły wynająć zastępcę,
który w ich imieniu walczył. Próby mogły mieć charakter dwustronny, jak w przypadku pojedynku, lub też były
wymierzone w określone osoby np. gdy próbowano dowieźć komuś kłamstwo albo konszachty z mocami nieczystymi.
Formalnie ordalia zostały zakazane przez władze kościelne w roku 1215, zdając sobie niewątpliwie sprawę z faktu,
że wynik może być w dużej mierze dziełem przypadku lub przekupstwa. Nie przeszkadzało to jednak w ich stosowaniu
do wieku XV, a w Polsce jeszcze dużej bowiem ich skuteczność opierała się na zabobonach i ciemnocie ówczesnego
społeczeństwa. Uzasadnieniem sądów Bożych było przekonanie, iż Bóg nie dopuści do skrzywdzenia osoby niewinnej
a winą prędzej czy później musiała dotknąć "boska sprawiedliwość"
Jedną z najczęściej stosowanych prób była próba gorącej wody - gdzie podejrzany musiał zanurzyć dłoń we wrzątku
i wyjąć z dna kotła przedmiot. Ilość wody uzależniona była od sędziego, wody było jednak więcej gdy szło o
cięższe przewinienia. Oparzenia bandażowano i opieczętowano i po określonym czasie, najczęściej po dniach trzech,
sprawdzano. Procedurę tą stosowano przy wszystkich próbach gdzie wina lub jej brak zależał od stanu ran. Przy
bardzo ciężkich przewinieniach zamiast wody stosowano olej, to jednak za względu na wyższą temperaturę przesądzało
praktycznie od razu o winie podejrzanego.
Inną często stosowaną próbą było rozpalone żelazo. Oskarżony musiał zrobić dziewięć kroków niosąc w dłoni kawałek
żelaza rozgrzanego do czerwoności. Waga żelaza była miarą czynu o który był posądzany, i wahała się najczęściej od
ok. 0,5 do 1,5 kg. Czasami też należało w tej próbie przejść po rozgrzanych żelastwach lub węglach kilka metrów.
Wyrok wydawał sędzia obserwując po określonym czasie sposób zabliźniania się ran. Brak ran świadczył o "boskiej
opiece" i osoba taka była puszczana wolno.
Próba ognia, jest bardzo dobrze znana z przekazów źródłowych, takich jak "Młot na czarownice" bowiem przez długi
czas właśnie przeciw oskarżonym o czary ją stosowano. Polegała ona na obowiązku przejścia podejrzanego między
dwoma płonącymi stosami, ale gdy poparzenia były zbyt małe świadczyło to na korzyść "badanego". Jednak w przypadku
osoby którą obwiniano o kontakty z mocami nieczystymi pozytywny wynik miał bardzo negatywne skutki, bowiem uważano
że ogień jest żywiołem szatana a ten broni swoich wyznawców przed nim. By więc to potwierdzić stosowano próbę
wody zwaną też niekiedy pławieniem lub topieniem, których kilka odmian opisanych zostało we wspomnianym wcześniej
"Młocie... ". Osobę obwinianą bardzo dokładnie sprawdzano czy nie ma ukrytych talizmanów i znamion (co jak się
okazywało potwierdzało najczęściej podejrzenia) i związaną wrzucano do wody. Przewiązywano do sznurem, na którym
sędzia zaznaczał jak głęboko musi zatonąć ciało by udowodnić niewinność podejrzanego.
Próba okazywała się tragiczna głównie dla kobiet, obszerne spódnice otrzymywały "czarownicę" na wodzie niczym
koło ratunkowe tym samym potwierdzając jej winę. Odmianą tej próby było wrzucenie podejrzanego do wody, uprzednio
związanego i włożonego do worka, na określony czas. Przeżycie w tym przypadku nie dawało pewności czy inkwizycja
nie pokusi się o inne badania, jednak gdy ofiara nie przeżyła uznawana była za niewinną, woda jako żywioł czysty
nie przyjęłaby zbrodniarza.
Często "Święte Oficjum" by udowodnić osobie iż jest winna kontaktów z siłami nieczystymi stosowały próbę wagi.
Jeśli oskarżony był cięższy, niż wynikało to z odpowiednich tabel ? był winien. Na wielkiej wadze siadał na jednej
z szal (wcześniej sprawdzano czy nie ma znamion i talizmanów które mogłyby zakłócić próbę), a na drugiej
inkwizytor stawiał odpowiedni ciężar. W przypadku czarownic które były zawsze w takich przypadkach sadzane nagie,
jako ciężar stawiano Biblię. Gdy więc waga zachowywała równowagę, uniewinniano osobę i wydawano mu certyfikat
potwierdzający pomyślne przejście próby.
Przeciw podejrzanym o uprawianie czarów zawsze stosowano próbę znamienia zwaną też próbą znaku lub szpilek.
Oskarżonego rozbierano, golono i przywiązywano do krzesła. Otwierano drzwi prowadzące do pomieszczenia i czekano
na przybycie diabła pod postacią zwierzęcia. Gdy zjawiła się mysz, szczur a nawet owad ? był to sygnał dla
inkwizytora że ma do czynienia z właściwą osobą. Wtedy wyszukiwał znamienia a gdy je znalazł, o co raczej trudno
nie było, nakłuwał je szpilką. Jeśli podejrzany nie odczuwał żadnego bólu, a z rany nie leciała krew przesądzało
to o jego winie. Inkwizytorzy posługiwali się często specjalnym nożykiem w którym chowało się ostrze i nim
wykonywali nakłucia, tym samym już przed próbą wiedzieli jaki będzie los oskarżonego.
W procesach cywilnych gdy obie strony nie mogły przed sądem dojść do porozumienia, sędzia nakazywał wykonanie próby
krzyża. Polegała ona na tym że obie strony procesu stawały pod krzyżem i unosiły ramiona do góry. Kto pierwszy
opuścił ręce ten przegrywał. Środek ten był bardzo często stosowany w kłótniach małżeńskich oraz wtedy kiedy osoby
uczestniczące w procesie były zniedołężniałe. Jako element próby dla podejrzanych wykorzystywano nierzadko
poświęcone pokarmy, ich spożycie oczyszczało winnego z zarzucanych mu czynów, uważano bowiem że piorun boży
powinien trafić każdego kto dopuści się wiarołomstwa.
Na zakończenie jeszcze kilka słów o najbardziej rozpowszechnionej próbie jaką był pojedynek sądowy. Przeprowadzany
był na miecze wśród rycerstwa, na kije wśród chłopstwa. Najczęściej był to pojedynek pieszy, z rzadka zdarzały się
pojedynki konne, nieraz zamiast miecza rycerze używali innej broni. Walka odbywała się na zasadach uzgodnionych
wspólnie wcześniej, do krwi, powalenia lub do śmierci. Zabicie przeciwnika w takim pojedynku pozostawało bezkarne,
zaś gdy wygrany okazywał litość pokonanemu utwierdzał sędziów o swojej racji.
To tylko niewielka część tego co kryją w sobie zapiski historyczne, jednak zawsze pamiętać należy iż dotyczyły one
ludzi zarówno tych winnych jak i niewinnych, których jedynym przestępstwem jakie popełnili był brak szczęścia.
artykuł ukazał się w dwóch częściach: część pierwsza 12 grudnia 2002 roku w "Obserwatorze" (nr 48(102))
część druga 19 grudnia 2002 roku w "Obserwatorze" (nr 49(103))
 

|