Daniel "Lelek" Dawidowicz
Festyn jak historia
Biskupin - ta niewielka miejscowość w Polsce jest dla archeologów i historyków niezmiernie ważna. Archeolodzy już
w okresie międzywojennym wiedzieli iż teren ten był zasiedlony od końca paleolitu do średniowiecza, odkryli również
pozostałości warownej osady z przełomu epoki brązu i żelaza, która dzisiaj jest jedną z lepiej rozpoznanych w całej
Europie. Zbudowano tam rekonstrukcję będącą do dzisiejszego dnia największą atrakcją regionu.
W tej to rekonstrukcji, oraz na przyległych do niej terenach raz w roku organizowany jest Festyn Archeologiczny,
widowisko 9-cio dniowe dzięki któremu można zobaczyć jak niegdyś powstawały różne wyroby od prostych kościanych
igieł do naprawdę sporych rozmiarów dymarek żelaznych. Przez kilka dni wszystko żyje, prezentując sposoby życia
w średniowieczu jak zdobywanie pożywienia, czy też ceremonie ważne dla ówczesnych mieszkańców tych ziem. Jeśli
kogoś to znudzi to obejrzeć może walki wojów, których nigdy tu nie brak, lub spróbować potańczyć w rytm irlandzkiej
muzyki.
Każdy z festynów ma co roku inny temat przewodni. W zeszłym były to osiągnięcia Egiptu, w tym zaś roku, z racji
kręcenia w Biskupinie nowego filmu przez pana Hoffmana, temat brzmiał "Od Popiela do Piasta". Filmowcy, którzy
właśnie tu postanowili kręcić "Starą baśń" udostępnili zarówno wykonawcom jak i turystom scenografie, z czego
zarówno jedni jak i drudzy skwapliwie skorzystali. Na terenie muzeum przybył więc Dwór Popiela, okazała budowla z
zabudowaniami gospodarczymi wyposażona w osobną bramę wyposażoną w drewnianą bronę broniącą dostępu do dworu.
Brama ta była bohaterką jednego dnia, kiedy to przed starszą bramą załamał się most liczący sobie dobrze lat 60,
i wtedy na czas remontu przejęła ona funkcje reprezentacyjne spełniając je bardzo dobrze.
Na potrzeby filmu powstała też Zagroda Wisza, która zrobiła na mnie największe wrażenie, oraz "Mysia Wieża". Ta
ostatnia liczyła około 5 metrów wysokości, lecz jak mnie zapewniali filmowcy "urośnie" ona przynajmniej dwukrotnie.
Obiecałem nie wspominać z czego została zrobiona, ale mogę powiedzieć nie z tego, co na pierwszy rzut oka się
wydaje czyli kamienia. Choćby dla tego z zainteresowaniem czekam na film.
Jak już wspomniałem w starej i nowej scenerii grubo ponad tysiąc wykonawców tworzyło średniowieczną społeczność, po
trosze na użytek własny, zawsze jednak na użytek turystów, którzy w tym roku przybyli do Biskupina w liczbie
70-ciu kilku tysięcy. Po raz pierwszy w tym roku pokazano ORKĘ PRADZIEJOWĄ, która nie była jakimś tam stworzeniem
wodnym (jak chciał to udowodnić zawiązany na miejscu "Klub miłośników walenia "Moby Dick"", nowa eko-organizacja
chcąca wypuścić orkę do wody) ale bardzo miłym panem podążającym za dwoma wołami, które ciągnęły sochę. Rozczarowało
to zwłaszcza kapitana słowiańskiego okrętu "Wielet", będącego repliką łodzi znalezionej w Gdańsku, więc
wróciwszy na jednostkę kolejnych turystów przyuczał do wiosłowania.
Na scenie w obrębie rekonstrukcji codziennie odbywały się pokazy tańców irlandzkich w wykonaniu zespołu "Comhlan"
z Krakowa, gdy zaś ich nie było tereny pod sceną obfitowały w krwawe pojedynki między wojami z Polski, Rosji,
Litwy, Białorusi, Czech i Niemiec. Krwawe to były dni kilka razy bowiem wzywano karetkę ale wszyscy wojowie
dzielnie na nogach stąpali.
Pomiędzy tymi atrakcjami można było zobaczyć również inscenizacji "Starej baśni" w wykonaniu młodych aktorów oraz
proces czarownice gdzie w rolę sędziów i sądzonych wcielili się studenci archeologii.
Tak naprawdę Biskupin to jednak małe straganiki, wielkie słomiane budy oraz namioty, w których cały czas się coś
działo. A to kowal kuł nowe krzesiwko czy nóż, mincerz produkował masowo monety, pokazywano sposoby tkania
materiałów, jak pisano na tabliczkach woskowych, na stanowisku nieopodal budynku muzeum można było zobaczyć jak
pan Tadeusz Grajpel tłoczy na replice prasy Guttenberga teksty, zaś jego kancelaria je opieczętowuje różnymi
pieczęciami, których pan Tadeusz zrobił kilkadziesiąt. Do jego to kancelarii moje stanowisko też należało gdzie
heraldyką i kaligrafią wraz z piękną niewiastą zwaną Magdą turystów przyjmowaliśmy. Pomiędzy tym wszystkim
znaleźć można było złotników, rogowników, piwowarów, a także osoby produkujące dziegieć, brąz i żelazo w dymarkach,
na które wiele czasu i pracy poświęcić trzeba by efekt uzyskać. Byli też szklarze, ludzie potrafiący wyczerpać
papier i zarazem barwić go w fantazyjne wzory techniką zapomnianą już prawie zwaną marmoryzacja.
Jednak gdziekolwiek by nie pójść zawsze można było coś zjeść i wypić miejscowego piwa, które kiedyś spowodowało że
Leszek Biały będący jego miłośnikiem, nie wyruszył na wyprawę krzyżową bowiem w Palestynie tego napoju nie było.
Jak więc widać ze niezależnie od tego co byśmy na Festynie nie robili zawsze będziemy ocierać się o historię.
Festyn odbywa się dlatego we wrześniu by mogły na niego zjeżdżać wycieczki szkolne, jednak jak zauważyłem
przyjeżdżają uczniowie szkół z wielkopolski i kujaw bo mają blisko, i nieco z Pomorza. Jednak nie spotkałem
żadnej wycieczki z Dolnego Śląska, a szkoda bo od Oławy Biskupin leży zaledwie 300 km.
artykuł ukazał się 31 października 2002 roku w "Obserwatorze" (nr 42(96))


|